piątek, 23 lipca 2010

Chapter 2

Nie lubię początków. Bo zawsze na początkach trzeba rozkręcać akcje. Upierdliwe XD


------


Chapter 2


Stałem na dachu oparty o ścianę i czekałem na tego blond młotka. Wiedziałem dlaczego go zaatakowałem. Wyczuwałem aurę wokół niego. Wiem, że to może brzmieć głupio ale tak właśnie było. Czuć było od niego zapach krwi, z czego wywnioskowałem, że stoczył już dużo pojedynków. Lubię silnych przeciwników. Uwielbiam mieć satysfakcje po tym jak ich pokonam. Bo w tedy wydają się w moich oczach tacy mali. Na dodatek ich reputacja najsilniejszych lega w gruzach.


Z blondynem nie walczyłem na poważnie. On chyba też. Nie wiem dlaczego, ale nie oddawał mi ciosów. Tylko ich unikał.


W tym mieście, taka walka nie jest rzeczą nadzwyczajną. Raczej to norma. Mamy w końcu 2010 rok. Wszyscy są skomputeryzowani. Żyją światem technologii. Jednak w tym mieście nie. Zostało odrzucone od codziennych wymogów. I osobiście uważam, że to wielka wieś niż miasto. Mimo że posiada kilkupiętrowe budynki i supermarkety. Niektórzy zaczęli je nazywać Shangri-La. To głupie. Nie lubię go.


Usłyszałem skrzypnięcie otwieranych drzwi i odwróciłem się. Wyłonił się z nich błękit niesamowicie wielkich oczu. Gdy mnie zauważył zaczął kierować się w moją stronę. A ja niewzruszony stałem w takiej pozycji co stałem. Gdy doszedł, oparł się o ścianie stając koło mnie.


-Więc...- Zaczął niezmieszany.- O co chodzi?

Chwilę się zastanowiłem. Miałem kilka pytań. Kim jest? Czego szuka na tym śmietniku? Skąd ma takie umiejętności? Ale znałem siebie. Nie zapytałbym wprost. W końcu mam reputacje zimnego i niedostępnego a zarazem jestem największym ciachem w szkole. No ale to według żeńskiej części szkoły. Wszystko to po mnie spływa.

-Chcę się zmierzyć. Na poważnie.- Stwierdziłem patrząc wprost w jego niebieskie oczy.


---


Patrzył w prost w moje oczy. Oczywiście nie zostałem dłużny. Naprawdę był niewyżyty. Nie chciałem walki. Nie po to tu przybyłem, by użerać się z jakimś żądnym krwi psychopatą. Bo to prawda. Kto normalny pała się do takiej walki?
Kiedy się wczuje potrafiłbym nawet zabić. A ten jego kijeczek na niewiele by się zdał. W końcu jestem uczniem samego Jiraji.

-Nie.-Powiedziałem obojętnie.

-Co?

-Nie słyszałeś? Powiedziałem, że nie będę z tobą walczył.

-Tchórzysz?

Spojrzałem na niego jak na idiotę.

-Takimi słowami mnie nie sprowokujesz. Nie chcę walki.

Chyba nie zamierzał mnie błagać bo prychnął i skierował się w stronę wyjścia.

-Jeszcze pogadamy.- Tymi słowami i ku mojej wielkiej uldze wyszedł.

Jakby nigdy nic po pięciu minutach też zacząłem schodzić na dół, na resztę lekcji.


---


-Kurwa.-Klną do siebie czarnowłosy. Siedział właśnie w swoim pokoju. Mieszkał z bratem, w najlepiej zadbanym budynku w tym stęchłym mieście.- Śmiał mi odmówić? Za kogo się uważa?


Widać było że był wkurzony. Nie było nikogo w pobliżu, więc mógł dać upust swoim emocją. Była też jedna osoba przy której ich nie ukrywał. Otóż jego brat- Itachi. Byli dość zżytym rodzeństwem. Po śmierci rodziców musieli sobie jakoś radzić. Chociaż nie po śmierci. Ich rodziców zabił członek tej samej rodziny i zarazem ich wujek. Madara Uchiha. Po tym wyjechał z miasta i tyle po nim słuchu było. Policja nawet zaprzestała poszukiwań, zakończając śledztwo i zapisując w papierach, że popełnili samobójstwo. Sasuke przysiągł, że kiedyś go dorwie.


Z jego rozmyślań wyrwał go głos brata, który wyglądał praktycznie jak on, z tą różnicą że starszy Uchiha był chudszy i miał dłuższe włosy.

-No braciszku, jest impreza u Sasoriego idziesz?

Itachi jak gdyby nigdy nic z bananem na twarzy klapnął się całym ciałem na brata i wtulił się w jego brzuch.

-Kurwa złaź! Cholernie ciężki jesteś!- Wrzasnął zirytowany brunet.

-No coś ty Sasuś, inni mówią że chucherko ze mnie!

-Zmienią zdanie gdy się tak na nich walniesz.- Mruknął.

Itachi czując złość brata usiadł mu na biodrach i zaczął tarmosić za policzki, na których zaczęły boleśnie odciskać się czerwone ślady.


-No coś ty. Tak poza tym, przyda ci się trochę rozrywki. Ma przyjść na nią cała szkoła.

-Cała?- Nagle się zaciekawił, co nie umykło starszemu.

-No tak.- Itachi zszedł z niego.- Może wyrwiesz w końcu jakąś dupcie?

-Itachi!-Warkną wkurzony.

-Nie możesz mieć całe życie serca z lodu.- Stwierdził wesoło Itachi by po chwili wyjść.

-Palant...- Mimowolnie kąciki jego ust skierowały się ku górze.


---


Kierowałem się właśnie w stronę domu z dwoma osobami, z klasy. Wyjątkowo szybko się z nimi zakumulowałem. Jeden z nich stojący po mojej prawej stronie i właśnie wesoło opowiadający jakąś historie tego miasta miał czarne włosy i tak samo czarne oczy. Był niezdrowo blady. Jak kreda i wyjątkowo wychudzony. Ale mimo tego uśmiech z jego twarzy nie znikał. Nazywał się Sai.
Drugi zaś który znajdował się po mojej lewej stronie, miał brązowe włosy spięte w kucyk i czarne oczy. Już po pierwszej minucie rozmowy z nim stwierdziłem że jest strasznym leniem i wszystko jest dla niego upierdliwe. Nazywał się Shikamaru Nara. Podeszli do mnie po lekcjach wpraszając się bezczelnie do mojego mieszkania. Osobiście nie miałem nic przeciwko. Mają dojść jeszcze, jakieś trzy osoby. Ale mi to było obojętnie ile będzie. Chciałem zdobyć przyjaciół i właśnie nakazała się ku temu wielka okazja.


---


-Naruto, dlaczego postanowiłeś się tu przeprowadzić?- Zapytał wesoło Sai.

-Moja matka ma tutaj pewnie sprawy do załatwienia.- No cóż, to też była prawda.

-Więc, mieszkasz z matką?- odezwał się Nara.- Matki są strasznie upierdliwe.

-Hehe...-Blondyn się zaśmiał.- No cóż, posiadam dość rozrywkową matkę. Ale spoko. Wróci do domu dopiero jutro popołudniu.

-Upierdliwe- Mruknął ponownie.

Nagle z za ich tyłów wyskoczył brązowowłosy chłopak śmiejąc się. Jego śmiech przypominał raczej szczeknięcia psa. Miał ciemne oczy i był opalony. Klepną Naruto i resztę mocno w plecy witając się.

-Siemka Naruto! Jestem Kiba Inuzuka. To jak walczyłeś z tym idiotą było niesamowite!- Zaczął bez większego skrepowania.- Gdzie się nauczyłeś tak walczyć!?

-Daj mu spokój Kiba- Powiedział Shikamaru.- Nie naskakuj tak.

-Ale chcę wiedzieć!- Jęczał jak małe dziecko.- Ktoś kto może dać po pysku temu zadufanemu w sobie Uchiha! Przecież to zajebiste!

Mówiąc to potkną się o kamień zaliczając wywrotkę. Naruto z Saiem zaczęli się śmiać, a Nara zaczął narzekać znów, że to upierdliwe bo mógł sobie coś złamać.

-HAHAHA.- Blondynowi dzięki nim naprawdę poprawił się nastrój.- Sorka, ale nie lubię mówić o sobie, więc na razie przemilczę odpowiedz na twoje pytanie.

Kiba zrobił zawiedzioną minę przez co wyglądał jak zbesztany szczeniak i znów się roześmiali. Ale tym razem do tego dołączył się Shikamaru.

Nagle skręcili w róg a blondyn nie zauważając że ktoś idzie znad przeciwka, wpadł na niego odbijając się i padając pośladkami na chodnik. Nie odczuł za bardzo upadku, więc jak gdyby nigdy nic szybko wstał i podał rękę poszkodowanemu. Trójka znajomych była kilka metrów na przodzie czekając na niego.

-Przepraszam.- Powiedział Uzumaki gdy mężczyzna złapał go za rękę i wstał.- Nic Ci nie jest?

Stało się to w jednej chwili. W chwili gdy mężczyzna złapał go za rękę, przeszły go nieprzyjemne ciarki. W jego czarnych tęczówkach, nagle pojawił się dziwny błysk . Wstając mocno ścisnął rękę blondyna, a drugą chciał go ugodzić mocno w brzuch ale Uzumaki jak to Uzumaki zareagował szybko blokując atak i odrzucając go do tyłu samemu odskakując.

Kucną spoglądając na zszokowanych towarzyszy i znów szybko przeniósł wzrok na bruneta.

-CZEGO KURWA CHCESZ!?- Wykrzyczał wściekle blondyn.

Tamten wstał, uprzednio uderzając w ścianę i spojrzał blondynowi w oczy.

-Ty...-Zaczął. Nagle jakby jego twarz przybrała wyraz zaskoczenia. Szybko się zerwał i pobiegł w przeciwnym kierunku od blondyna.

-Co...-Blondyn gapił się jak tamten ucieka.-...Uciekł?

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Chapter 1

Chcąc się wykazać kreatywnością, postanowiłam napisać opowiadanie shounen-ai/ yaoi z Naruto. Z góry wiem , że będzie dużo błędów wszelakiego rodzaju. Dlatego bardzo proszę was o opinię. Lubię wiedzieć co robię źle i pracować nad poprawą tego ^^


------

Chapter 1

Dochodząc do celu widziałem z daleka, dość okazały budynek mojej przyszłej szkoły. Mimo, że miałem chodzić już ostatni rok, to mogę ją tak nazwać nie? Jej wygląd naprawdę mnie zachwycił. Była w czysto białych barwach. Z trzema piętrami. A wokół dokładnie zadbany trawnik. W oknach widać było głowy uczniów, co utwierdzało mnie w przekonaniu że się spóźniłem. Przyspieszyłem kroku, a wiatr rozwiał moje blond włosy.

---

-Nee, nee słyszeliście? Dzisiaj ma się zjawić nowy uczeń!

-Kłamiesz! Kto by chciał się przeprowadzać do takiego stęchłego miasta?

Pomimo, że zegar wiszący na ścianie wybił 8.00, w klasie był gwar. Nauczyciel się spóźniał. Ale to było dla niego normą. Może miał to w genach? Nie było to jego zaletą.

Uczniowie byli przejęci, ponieważ rzadko kiedy w ich szkole zawitał ktoś nowy. Raz na rok zdarzają się takie przypadki. A on jest drugi i to w ciągu jednego roku!

Miasto było zepsute. Brudne. Chociaż są poszczególne miejsca w okół niego, gdzie można pooddychać świeżym powietrzem. Szkoła znajdowała się na takim terenie. Na ulicach jest sporo złodzieji więc każdy musi uważać. Policja się starała ich powyłapywać, ale jak widać z marnym skutkiem. Jednym słowem - zawszona dziura.

Niespodziewanie drzwi od klasy, po dziesięciu minutach po dzwonku się rozsunęły i Wszedł do nich siwowłosy nauczyciel z przepaską na oku i głupim uśmieszkiem na twarzy, który próbował zakryć swoją zboczoną książką.

-Wybaczcie dzieciaki... pomagałem właśnie staruszce nieść zakupy!

-Kakashi spójrz, nikt już nie uwierzy w twoje bajeczki.- Siwowłosy skierował wzrok w stronę osoby wypowiadającej owe zdanie. Był to czarnooki brunet. O śnieżno białej cerze. Na jego ustach wykrzywił się kpiący uśmiech. Siedział na krześle z nogami założonymi na ławkę i kijem do kendo opartym o nią.

-Uchiha!-Zaczął udając urażonego.- Z szacunkiem do swojego senseia!

-Ja cię tylko utwierdziłem w pewnym fakcie.

-Ta, ta...- Machną ręką i zwrócił wzrok na całą klasę... która go oczywiście ignorowała, zajęta własnymi sprawami. Kakashi wziął wielki wdech w płuca.

-ZAMKNĄĆ JADACZKI DO CHOLERY! LEKCJA SIĘ ZACZĘŁA.

Efekt był natychmiastowy. Niektórzy nawet z przerażenia, tak nagłym wyrwaniem ich z własnego świata pospadali z krzeseł, spoglądając z wielkim zaskoczeniem na nauczyciela. Ten uśmiechnięty od ucha do ucha usiadł za biurkiem.

-Więc drogie dzieciaki, dziś do tej klasy będzie uczęszczał nowy uczeń.- Nagle zaczął się las pomruków.- Cisza!.-Powiedział już lekko zirytowany.- Przyjechał do nas aż z Tokio, więc mam nadzieję, że miło go powitacie. Wejdź!

---

-Wejdź!

Usłyszałem głos Kakashiego, którego chwilę temu poznałem. Powiedział że mam mu mówić po imieniu bo nie lubi przydomków takich jak sensei czy podobnych. Wziąłem głęboki wdech sprawdzając czy kaptur leży na głowie i wszedłem.

Stanąłem na środku rozglądając się po klasie. Było może około z.... 15 osób? W końcu to nie takie wielkie miasto. Wiec powinienem się tego spodziewać. Przejechałem wzrokiem po wszystkich. Mój wzrok zatrzymał się na dziewczynie o różowych włosach i na jej sąsiadce, mającej dłuższe jakby w odcieniach czerwieni włosy. Mierzyły się nienawistnym wzrokiem. Chyba miały między sobą napięte relacje? Powędrowałem dalej. Po drodze napotykając wzrok ciemnookiego bruneta który, dziwnie się na mnie gapił. Mógłbym powiedzieć, że patrzył się tak jakby chciał mnie zaatakować. Moje rozmyślania przerwał Kakashi.

-Haha od razu cisza.- Rzekł uradowany Hatake.- Dobra młody przedstaw się.

Przeleciałem jeszcze raz po twarzach uczniów.

-Witam. Nazywam się Uzumaki Naruto i przeprowadziłem się z Tokio. Raczej z osobistych powodów. - Brunet którego kontem oka obserwowałem zrobił nieznaczny ruch.- Miło mi Was wszystkich po....

Jednak nie dane mi było dokończyć widząc, że owy brunet z niesamowitą szybkością podbiegł do mnie i zaatakował kijem do kendo. Zareagowałem tak samo szybko blokując atak rękoma. Nie czułem bólu ponieważ, miałem na sobie rękawiczki, które po obu stronach miał lekki metal. Przytrzymałem jego kij. Wszyscy zaskoczeni i przerażeni patrzyli na nas. Kakashi nic z tego sobie nie robił. Chyba nie był zaskoczony. Trzymając jego kij, zaczęliśmy biec bokiem do okna z którego wyskoczyliśmy na podwórko.

---


Nie można było powiedzieć kto ma przewagę bo oboje tak samo dobrze sobie radzili. Ale widać było że nie dają z siebie wszystkiego. Jakaś podekscytowana blondynka wybiegła z sali zbiegając do nich na dół z aparatem w dłoni. A ci dalej się bili. Chociaż żaden nie miał nawet zadrapania.

Blondyn sprawnie unikał każdy atak bruneta. Ale nie atakował. Bo znał swoją siłę. Wiedział, że mógłby go uszkodzić. Pierwszy dzień w szkole chciał spędzić spokojnie. Nie sądził, że jakiś idiota spragniony krwi go zaatakuje.

Po dziesięciu minutach ich rozrywkę postanowił przerwać Kakashi który ni stąd ni zowąd pojawił się między nimi blokując oba ataki.

-Wystarczy kochaneczki.- Powiedział odwracając się do bruneta.- Uchiha, po co zaczynałeś?

Ten tylko zmierzył go wzrokiem i wydając swoje "Pfff" niezadowolenia z przerwania mu pojedynku, zaczął się cofać do klasy z wielką obojętnością na twarzy.

-No Naruto wybacz, on jest porywczy gdy poczuje znaczną siłę u kogoś innego. Ale tak ogólnie nieźle walczysz. Gdzie się nauczyłeś? W tych czasach to rzadkość.

-Od mojego senseia.- Odpowiedział prosto nie chcąc zdradzać szczegółów ze swojego życia. Kakashi nie dopytując się więcej, zawiesił się mu na ramieniu i skierował do klasy by rozpocząć zajęcia. Bo po nich będzie miał długie kazanie w gabinecie dyrektorki.

---


Pierwsza lekcja minęła szybko. Może dlatego że trwała krócej? W każdym razie, gdy Kakashi wyszedł z klasy rozsiadłem się wygodnie na krześle.

-Naruto-kun!.- Podeszła do mnie blondynka z aparatem.-Nazywam się Ino. Od dzisiaj jesteś tutaj świeżym mięskiem. Pozwolisz abym przeprowadziła z tobą wywiad?- Zapytała z entuzjazmem.

Była ładna. Nawet bardzo. Blond długie włosy w wysoko spiętej kitce i niebieskie oczy.

-Nie jestem pewien.

-No nie bądź taki. Fanki muszą coś o tobie się dowiedzieć!

-Fanki?

-Ano już ich trochę zebrałeś po walce z Sasuke! Ale to po części. Z drugiej strony jesteś naprawdę przystojny, więc nie ma co się dziwić!

Nagle coś mocno szurnęło. Uchiha wstał i skierował się w stronę wyjścia. Różowowłosa szybko do niego podbiegła przytulając się do jego boku. Zaraz po niej czerwonowłosa z taką samą szybkością ją odciągnęła, mówiąc by dała mu spokój. Hmm... chyba była czymś w rodzaju ochroniarza? Na progu staną i ostatni raz spojrzał na mnie, machając głową tak jakby mówił żebym poszedł za nim na górę.
Nie wiedziałem czy iść czy nie. Ale lepsze było to niż przekonywanie mnie do jakiegoś durnego wywiadu. Tak więc wstałem mrucząc, że muszę do łazienki i wyszedłem kierując się na dach szkolny.